…Na jednym końcu strach, na drugim odwaga….

…Na jednym końcu strach, na drugim odwaga….

Stres. Zdenerwowanie. Panika. Wiem, że nic nie wiem. Jąkanie się. Niepewność. Lęk. Obawy. Wątpliwości.

Po pierwsze. Tak, postanowiłam powrócić do pisania bloga po dość długiej przerwie- to już rok, dwa od kiedy powoli wycofywałam się z prowadzenia strony, pisania bloga, prowadzenia coachingów czy robienia warsztatów. O tym pewnie w kolejnym artykule, a póki co temat częściowo z tym związany.

Są takie momenty, że nachodzi nas nagła panika, duży stres, ból brzucha, nagły lęk, ręce się trzęsą, głos drży. Nagle w obliczu czegoś, czujemy te wszystkie emocje na raz i nie wiadomo skąd się nagle wzięły. I nagle też zaczynamy się zachowywać nieracjonalnie, zaczynamy się np. jąkać, albo nie wiemy co powiedzieć, głos nam przysłowiowo grzęźnie w gardle. I choć przed chwilą czuliśmy się dobrze to nagle czujemy się mali, nieśmiali, niepewni.

Kiedy tak funkcjonujecie w “innym” trybie? U mnie na przykład były to zawsze wszelkiego rodzaju egzaminy na studiach, ogólnie szkołach, gdzie miała zostać oceniona moja wiedza i umiejętności. I nie jest to kwestia tego, że nie umiałam ( choć czasem się zdarzało, ale ciii cho sza:P). Po prostu nagle zaczynała się panika, stres, że o matko! nic nie umiem, zapomniałam, że nie zdam, że coś zapomnę, że czegoś nie przyswoiłam. Tak samo było z prawem jazdy. Mimo, że dobrze jeździłam, uczyłam się długo to ze stresu na egzaminie oblałam parę razy. Bo był wielki, ogromny strach, że obleję no i…. Ale strachu nie dało się tak łatwo opanować. Wsparcie cioci przed zdanym egzaminem chyba pomogło, bo może czułam, że nie jestem sama, że ktoś mnie wspiera i we mnie wierzy. Było to pomocne, choć i tak nie wyeliminowało go do końca.
Innym przypadkiem tych samych emocji jest u mnie rozmowa o pracę. Albo… wystąpienia publiczne. O zmoro! I powiedziała to osoba, która była, jest i może będzie trenerem. Ale taka jest prawda. Pierwszy raz, gdy prowadziłam jakieś prelekcje czy warsztaty stres był tak niewyobrażalnie wielki, że miałam ochotę uciec w Bieszczady ( raz nawet o mało nie przekonałam przyjaciółki, by po prostu jechała i się nie zatrzymywała:P). Ucieczka, schowanie się w najgłębszym tunelu to były te wizje, które miałam. Z perspektywy człowieka pierwotnego mechanizm- uciekaj albo walcz, mnie najwyraźniej odpalało się to pierwsze:) I wierzcie mi, wcale to nie było śmieszne, z resztą nadal nie jest, bo choć mam już o wiele więcej pewności siebie niż to było kilka lat temu, to nadal zdarzaja są sytuacje, które odpalają mi te emocje. Jest to chyba połączenie strachu przed nowym, jakąś nową sytuacją, której panicznie się boimy, trochę nas jakby przerasta w danym momencie, czujemy się do niej nie przygotowani wystarczająco albo tak nam się tylko wydaje. Nie będę tutaj nikomu dawać złotych rad, być może sami jesteście w stanie napisać do mnie z radą, co mogłabym zrobić, co mogłoby pomóc. I chwała Wam za to, jeśli szukacie rozwiązań.
Ta sama panika pojawiła się, kiedy nagle w moje życie z godziny na godzinę(!!!) pojawił się pies. Dodam, że psa nigdy nie miałam, choć zawsze o nim marzyłam. Nawet się o niego nie starałam, przyszedł z dnia na dzień. Jak wiele rzeczy w moim życiu. Może jakbym się do tego dłużej przygotowywała to wiele rzeczy nie zdarzyłoby się i ominęło by mnie kilka ciekawych doświadczeń? Często mi się zdarza, rzucam się na głęboką wodę lub też życie mnie na taką głęboką wodę rzuca, nie zawsze przygotowaną na wszystko. Z różnym skutkiem. Jednak w życiu nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego i chyba te najciekawsze i najpiękniejsze momenty dzieją się nieprzewidywalnie, nagle. Te niemiłe też, no, ale cóż, czasem życie takie bywa.

Wrócę jednak do tego strachu, ataku paniki czy lęku, który nagle paraliżuje, blokuje mniej lub bardziej. Czasem jest on do przekroczenia, a czasem przytłaczać może tak, że wydaje się, że zablokował cały nasz potencjał. Strach blokuje. W sensie blokuje dostęp do naszych zasobów. Jeśli pojawia się strach to często, gdy mu ulegamy lub trudno nam nad nim zapanować, blokujemy sobie dostęp do naszej wiedzy, umiejętności. Ile razy w stresie ledwo człowiek coś z siebie wydobędzie, a po paru godzinach myśli sobie, że przecież mógł jeszcze to czy tamto powiedzieć, albo inaczej, jest nagle bardziej kreatywny?

Coś w tym jest i to dużo, że blokuje to nasz potencjał. Sprawiać może również, że zaczynamy mieć wątpliwości, że coś jest dla nas dobre, że czegoś chcemy, bo boimy się zmiany. Strach po prostu robi taką zasłonę dymną, wyłączając zasoby, które mamy.

Puenta jest taka, że nie ma gotowej recepty na pozbycie się strachu. Mam wrażenie, że każdy z nas w jakiejś sferze życia ma go mniej lub więcej. To, co zauważyłam u siebie to to, że kiedy zaczynają mnie te uczucia zalewać i czuję ścisk w żołądku, daję uwagę tym uczuciom i pytam siebie skąd ten strach, czego się boję? Chodzi o to, by wyćwiczyć się w słuchaniu siebie i sygnałów płynących z ciała. Czy to mój lęk przed oceną, jak wypadnę, czy ktoś zada mi pytanie, na które nie znam odpowiedzi i poczuję się z tym źle, czy naprawdę czuję, że nie jestem w stanie podołać tej rozmowie? I potem myślę: przecież jestem świadoma tego, co wiem, a czego nie, czego chcę i staram się wtedy poczuć tę pewność, tę odwagę i siłę w sobie. Strach też można oswajać, w zależności od jego rodzaju i przed czym. Pomocni są tu nasi bliscy i przyjaciele, którzy nas wspierają i akceptują takimi jakimi jesteśmy. Jednak ten strach czujemy my sami, wewnątrz i najlepszym rozwiązaniem jest po prostu świadomość jego, gdy się pojawia, przed czym tak naprawdę czujemy ten lęk, nazwanie tego, zapytanie siebie co i czemu nas tak naprawdę przeraża, najlepiej nawet na głos, a potem zajęcie się czymś innym na chwilę, co po prostu zmieni naszą uwagę. Dla przykładu dzisiaj przed rozmową na skype byłam tak zestresowana, że zaczęłam pisać artykuł ( tak, ten:P). Mierzyłam się ostatnio, by wrócić do bloga i zaczęłam pisać o strachu, po chwili zadzwonił skype i po strachu nie było już śladu. Chodzi o to, że warto poznać to uczucie i moment, kiedy się pojawia i dać uwagę temu. Jak każdej emocji czy uczuciu. Pobyć z tym chwilę, dać sobie na to przestrzeń, zrozumieć, spróbować znaleźć rozwiązanie dla siebie w tej sytuacji. Jednak strach ma to do siebie, że jeśli pozwolimy mu przejąć nad nami kontrolę, nie uczyni nic pożytecznego. A mnie dzięki temu zainspirował do napisania czegoś bo długiej przerwie, więc wybaczcie, jeśli wyszłam z wprawy i dajcie mi chwilę na powrócenie do pisania i dzielenia się z Wami swoimi spostrzeżeniami na temat osobistego, świadomego rozwoju.

………………………………………………………………………………………………………
W najbliższym czasie napiszę Wam o odwadze i czasie, w którym zawiesiłam pisanie bloga i stronki, co się zadziało i co dalej ze mną. Obiecuję dawkę inspiracji z tego, co się działo, obecnie dzieje, dokąd mnie zaprowadziły moje poszukiwania, gdzie teraz jestem i w którym kierunku to zmierza. A zadziało się bardzo wiele, więc pewnie będę potrzebowała chwili by to spiąć. Jedno na tę chwilę na pewno- będę powoli wracać do bloga, na którym chcę pisać o tym, co mnie inspiruje w życiu, dawać Wam inspirację albo zachęcać do poszukiwania własnej. Szeroko rozumiany rozwój osobisty, biznesowy, moje felietony lub to wszystko, co przyjdzie i stworzy się samo z moich wpisów.

“…Na jednym końcu strach, na drugim odwaga….”