Polska- Portugalia, czyli o mentalnej zmianie perspektywy

Polska- Portugalia, czyli o mentalnej zmianie perspektywy

polskaZwariowany dzień i szukanie stolika za pięć dwunasta, żeby z grupą znajomych i innych kibiców zasiąść o 21 i obejrzeć mecz. Uff.. Udało się. Znajoma zarezerwowała stolik, na wariackich papierach, ale udało się.

Już od hymnu, my polscy kibice głośno zagrzewamy naszych do boju. Pierwsze minuty i co za emocje. Tłum szaleje, śpiewamy, klaszczemy. Jest energia i jest moc. Z resztą oglądamy i dopingujemy z całych sił i z całych serc od pierwszej do ostatniej minuty. Rozmawiać? Nie ma takiej opcji. Chociażby dlatego, że musielibyśmy krzyczeć. Jest głośno, gorąco, jest pięknie. Polacy walczą do końca. Końcówka meczu… pewnie każdy zna. Patrzę, obserwuję, czuję, doświadczam, przyglądam się, słucham. Słyszę zawód, komuś nawet się wymsknęło “Nic się nie stało..”- tę już chyba znamy. Na szczęście raz i to jak już prawie wszyscy opuścili lokal. Myślę, szkoda… Taki mecz… O włos od półfinału.

Czy powinniśmy być zawiedzeni lub rozczarowani? Mówię- zdecydowanie NIE. Gdyby nie powrót do domu ok 1 w nocy i spotkanie z klientami rano, usiadłabym i zaczęłabym pisać. Pojawiło się tak wiele przemyśleń. Z perspektywy człowieka, którego czasem przeraża ludzka mentalność. Albo po prostu polska mentalność. Może to banalnie brzmi, że “wszystko jest w nas i naszych głowach”, rozwojowa bzdura dla niektórych. Tak, tak, czasem się z nią spotykam. Do rzeczy.

Piękne było to, że polska mentalność się zmienia, że docenia, że zauważa. Z mojej perspektywy nasz zespół gra świetną piłkę, są dobrym zespołem. Czy jest sens porównywać- Portugalia lepsza, gorsza? Czy bramkarz portugalski był lepszy od Kuby Błaszczykowskiego? Może po prostu dobrzy są obaj. Taka sytuacja. Raz karne wygraliśmy, raz nie. Czy przegraliśmy wczorajszy mecz? Czy słyszycie brzmienie i emocje przy słowie “wygrany’, “przegrany”? Jakby to ograniczało nas i całą sytuację. Bo słowa tak naprawdę mocno nas w życiu ograniczają. EURO to po prostu zawody, to gra.

Jakbym miała powiedzieć od siebie- dla mnie Polacy wygrali w tych mistrzostwach. Dlaczego? Bo słowo to jedno. I każdy nadaje mu inne znaczenie, brzmienie, zabarwienie emocjonalne, doświadczenie, które się z nim wiąże. Dla mnie ta walka na murawie była wyrównana. Oba zespoły grały świetnie, reprezentują wysoki poziom umiejętności. Każdy miał szansę na strzelenie wielu bramek. Ja mam wrażenie, ze ten zespół, nasz zespół dużo pracuje. A to, że czasem się nie udaje? Że czasem się chybi? To chyba naturalne. Kwestia jest tego na czym się skupiamy. Bo nawet gdy mamy “najlepszy zespół na świecie” czy świetnego piłkarza to on również czasem chybi, popełnia błędy. Chłopaki widać wykonali i nadal wykonują dużo pracy- jako zespół, oddzielnie, umiejętnościowo i mentalnie. Nie chodzi o Ty by wejść na boisko i krzyczeć “jesteśmy królami i jesteśmy najlepsi”. To dawanie sobie prawa do błędu, zaakceptowania, że zagramy najlepiej jak potrafimy, damy z siebie wszystko, zaufanie do siebie i ludzi w zespole, wsparcie i akceptacja, znajomość swoich silnych i słabszych stron ( przecież je mamy), daje mentalne zwycięstwo. I oni dla mnie to pokazali od początku tych mistrzostw. Zaszli daleko i jeszcze zajdą dalej. Bo ciągle nad tym pracują.

Wierzę i trzymam kciuki za ich dalszą grę. Jasne, że super by było gdybyśmy wystąpili w półfinale. Tym razem nie. Jeszcze nie tym razem ( SŁOWO JESZCZE JEST KLUCZOWE :)). Kto wie czy nie w następnych? Jestem dumna z Polski w tych zawodach. Przypominają mi o kluczowych rzeczach w zespole, pracy, życiu. Począwszy od pracy i wytrwałości, po wsparcie, przyzwolenie na błędy, dalszą motywację, kolejne kroki, po kwestię już kolejnej mentalnej zmiany perspektywy.

Dziękuję 🙂